czwartek, 8 sierpnia 2013

Rozdział 25

- Co Ty tu robisz?! - warknęłam.
- Alien słońce!
- Czego chcesz?!
- To tak się zwracasz do taty, który przyszedł Ci życzenia złożyć i prezent dać?
- Że co?! - krzyknęłam.
- Siostra jakiś problem? - spytał Luke podchodząc do mnie.
- Właściwie to jest i to duży. Luke poznaj naszego ojca.
- Co?! - spytał 'mój' ojciec.
- No co nie mów, że nie poznajesz swojego syna?
- To nie jest mój syn!
- Wiesz co żałosny jesteś! Wyjdź! - warknęłam wypychając go z domu.
- Tak się zwracać do ojca?!
- Że co proszę?! Tyle lat Cię przy mnie nie było, a teraz jak gdyby nigdy nic przychodzisz na moje osiemnaste urodziny?
- Co tu się dzieje? - tym razem przyszła moja mama i James.
- Ten palant nie chce wyjść! - warknęłam.
- Jaki palant? Ja jestem Twoim ojcem.
- Już dawno nim nie jesteś! A teraz wyjdź! - zignorował moje polecenie i chciał wejść do środka.
- Nie słyszałeś co Aly do Ciebie powiedziała? - James.
- Ona się nazywa Alien! - ojciec zaczął się szarpać z James'em.
- Mark zostaw go! - moja mama próbowała ich rozdzielić.
- Jesteś kompletnym kretynem! - powiedziałam do mojego ojca. - Nie dość, że zniszczyłeś mi życie to teraz niszczysz mi urodziny! Jesteś potworem! - krzyknęłam i uciekłam ze łzami w oczach do swojego pokoju.

***
- Aly mogę? - po kilku minutach przyszedł Luke.
- Jasne wejdź. - usiadłam na łóżku i wytarłam łzy.
- Siostra nie przejmuj się tym dupkiem.
- Luke łatwo Ci mówić. Tylko, że on mi obiecał, że wróci. Czekałam na niego i nic, a teraz jak gdyby nigdy nic przychodzi.
- Nie wylewaj łez przez takiego jak on. - przytulił mnie.
- Poszedł sobie? - spytałam.
- Tak. Twoja mama opatruje James'owi rany.
- Jest aż tak źle?
- Nie, tylko ma wargę rozciętą.
- Aly skarbie. - do pokoju weszła mama wraz z James'em.
- James przepraszam Cię.
- Aly nie masz za co przepraszać.
- Jak to nie. Mam za to. - pokazałam na jego opuchniętą wargę.
- Zapomnijmy o tym. - uśmiechnął się.
- Dziękuje. - odwzajemniłam uśmiech i przytuliłam go.
- Słuchaj porywam Twoją mamę.
- Okey. - zachichotałam.
- Tylko nie roznieście domu! - mama.
- Dobrze. - poszłam razem z Luke'iem odprowadzić ich do drzwi. Wróciliśmy z powrotem do salonu. - Słuchajcie bardzo Was przepraszam za tamto zamieszanie. - oznajmiłam.
- O niczym nie wiemy. - rzuciła Danielle i puściła mi oczko.
- To co pijemy za zdrowie Aly. - Zayn.

***
Moje urodziny trwają już dwie godziny. Wszyscy są zalani w trupa. Tylko ja i Harry jesteśmy trzeźwi. Dziwne, bo to w końcu moje osiemnaste urodziny i powinnam się upić, a ja wolę pozostać trzeźwa.
- Księżniczko nie przejmuj się swoim ojcem. - Harry usiadł obok mnie i otulił mnie swoim ramieniem.
- Nie przejmuję się już tym.
- A czym? - spytał.

5 komentarzy: