piątek, 13 września 2013

Rozdział 38

- Luke powiem mu tylko nie teraz. - odpowiedziałam ze spuszczoną  głową.
- Ale masz mu powiedzieć. - popatrzył na mnie.
- Dobrze. - odpowiedziałam i wyminęłam brata. Wróciłam z powrotem do pokoju. Usiadłam między Harry'm, a Josh'em. Położyłam swoją głowę na ramieniu Josh'a i poczułam jak zasypiam.

*** oczami Harry'ego ***
Gdy tylko Aly wróciła z rozmowy z Luke'iem nie odezwała się ani słowem. Nie powiem wkurzyło mnie to trochę, ale jeszcze bardziej wkurzyła mnie późniejsza sytuacja. Najnormalniej w świecie Aly położyła swoją głowę na ramieniu Josh'a. Tego nie mogłem wytrzymać. Wstałem z kanapy i ruszyłem w stronę drzwi.
- Harry gdzie idzie? - spytał Luke.
- Ymm... Przypomniało mi się, że muszę coś załatwić. Nie będę budził Aly, bo to nie ma sensu. - oznajmiłem.
- Okey. - rzucił. Podałem mu rękę i wyszedłem. Wsiadłem do samochodu i ruszyłem z piskiem opon do domu. Po 10 minutach byłem na miejscu. Wszedłem do niego trzaskając drzwiami. Poszedłem do kuchni. Wyciągnąłem z lodówki piwo i ruszyłem do salonu. Włączyłem telewizor i ułożyłem się wygodnie na kanapie.

*** kilka godzin później ***
*** oczami Aly ***
- Gdzie jest Harry? - spytałam zaspanym głosem Luke'a i Josh'a.
- Harry powiedział, że musi coś załatwić. - odpowiedział Luke.
- Nie powiedział co?
- Nie. Wsiadł do samochodu i pojechał.
- Dobra to ja się będę zbierała. - wstałam z kanapy, pożegnałam się z chłopakami i poszłam do domu. Po jakiś 25 minutach byłam na miejscu. Weszłam do domu, zdjęłam kurtkę oraz buty i poszłam do salonu.
- To tak coś załatwiasz?! - krzyknęłam na Harry'ego budząc go.

*** oczami Harry'ego ***
Obudziło mnie krzyknięcie Aly.
- To tak coś załatwiasz?! - zerwałem się na równe nogi.
- O co Ci chodzi? - spytałem.
- O to! - pokazała na butelkę z piwem.
- A to. - powiedziałem. - To nic takiego. - dodałem po chwili.
- Nic takiego, tak? Zostawiłeś mnie u chłopaków po to by przyjechać do domu i się piwa napić? To mogłeś od razu mi powiedzieć, żebym sama do nich poszła.
- Żebyś sama została z Josh'em?
- Co? O czym Ty mówisz?
- Dobrze wiesz o czym.
- Sugerujesz, że Cię z nim zdradzam, tak? - popatrzyła na mnie.
- Ja tego nie powiedziałem. - odparłem.
- Wiesz co Styles? Jesteś żałosny! - prychnęła.
- Ja jestem żałosny? Ja? To Ty mi nie powiedziałaś, że przeze mnie musisz prać jakieś psychotropy! - powiedziałem załamanym głosem siadając na kanapie.
- Ale to nie zmienia faktu, że masz mnie za szmatę! - krzyknęła. Popatrzyłem na nią. Z jej oczu leciały łzy. Podszedłem do niej.
- Aly. J-ja Cię przepraszam. J-ja nie chciałem. - przytuliłem ją.
- Hazz ja też Cię przepraszam. Wiem, wiem, powinnam Ci powiedzieć, że biorę te lekarstwa. Przepraszam. - szepnęła.
- Już dobrze. - wtuliłem się w jej włosy. - Aly ja wiem, że to nie jest dobry pomysł, ale... - odsunąłem się od niej.
- Harreh co Ty chcesz zrobić?
- Wiem, że Cię skrzywdziłem. Wiem, że sporo łez uroiłaś przeze mnie. Dlatego chciałbym Ci to wynagrodzić. Aly czy wyjdziesz za mnie? Jeśli się zgodzisz to będę Ci to wynagradzał do końca życia. - powiedziałem i czekałem na jej reakcje.
- Tak. - odpowiedziała ze łzami w oczach. Założyłem pierścionek na jej palec i wpiłem się w jej usta.

sobota, 7 września 2013

Rozdział 37

Obudziłem się kompletnie wykończony. Aly jeszcze spała. Wstałem z łóżka i poszedłem wziąć szybko prysznic. Wróciłem z powrotem do pokoju, Aly jeszcze spała. Zszedłem do kuchni by zrobić śniadanie. Postawiłem na naleśniki. Usłyszałem ciche kroki. Odwróciłem się i zobaczyłem stojącą w framudze drzwi Aly.
- Hej. - uśmiechnąłem się do niej.
- Hej. - odwzajemniła uśmiech siadając na  krześle.
- Jak się czujesz?
- Ymm... Dobrze, a co? - popatrzyła na mnie zdziwiona.
- Nie boli Cię głowa?
- Dlaczego ma mnie boleć? - coraz bardziej dziwnie na mnie patrzyła.
- Pamiętasz coś w ogóle z wczoraj z nocy?
- Raczej nie, bo spałam.
- Właśnie nie. - oznajmiłem kładąc naleśniki na stole
- Możesz rozwinąć? - spytała nakładając porcję naleśników na talerz.
- Aly ja Cię bardzo przepraszam. Przepraszam Cię za wszystko co Ci zrobiłem.
- Hazz było minęło. - złapała mnie za rękę. - Powiesz mi o co Ci konkretnie chodzi?
- Nie teraz. - uśmiechnąłem się do niej i zająłem się swoją porcją.

*** oczami Aly ***
Zatkało mnie jak Harry zadawał mi te dziwne pytania. Nie wiem o co mu chodziło. W sumie to nic nie pamiętam z nocy. Pamiętam tyle, że położyłam się spać i tyle, nic więcej sobie nie przypominam. W gruncie rzeczy może powinnam mu powiedzieć, że czasem dostaje ataki i muszę zażyć wtedy leki. Nie, nie powiem mu tego, bo jeszcze się przestraszy i mnie zostawi. Zjadłam śniadanie i włożyłam naczynia do zmywarki. Nagle poczułam ręce Harry'ego oplatające mój brzuch. Odwróciłam się i spotkałam się z ustami chłopaka.
- Harry. - powiedziałam odsuwając się od niego.
- No co? - zaśmiał się i przyciągnął mnie jeszcze bardziej do siebie.   Przez chwilę patrzyliśmy sobie w oczy, aż w końcu nie wytrzymałam i wpiłam się w jego usta.
- Kocham Cię Ty mój głupku.
- Ja Ciebie też. 
- Pójdziemy do Luke'a i Josh'a? - spytałam.
- To idź się ubierz. - pobiegłam szybko na górę się ubrać. Po 10 minutach byłam już gotowa.

*** kilka minut później ***
Razem z Harry'm siedzieliśmy w salonie mojego brata. Rozmawialiśmy i się śmialiśmy.
- Aly chodź na chwilę. - Luke wziął mnie za rękę i poprowadził do kuchni.
- Coś się stało? - spytałam.
- Tak. - odpowiedział srogo.
- Co?
- Kiedy powiesz Harry'emu, że dostajesz ataki?
- Nie wiem.
- Powiedz mu to teraz.
- Nie! - podniosłam lekko swój ton.
- Dlaczego?!
- Bo jak się dowie to mnie zostawi.
- Albo Ty mu powiesz, albo ja to zrobię! - zagroził.