wtorek, 27 sierpnia 2013

Rozdział 36

*** kilka dni później ***
- T... To jest Twój dom? - spytałam gdy razem z Harry'm weszliśmy do domu.
- Co nie podoba się?
- Żartujesz?! Jest ładny i... i wielki. - odpowiedziałam cała w szoku.
- Cieszę się, że Ci się podoba. - pocałował mnie w policzek. Loczek wziął moje walizki i zaniósł na górę. Ja natomiast jeszcze chwilę rozejrzałam się po domu po czym poszłam na górę.
- Whow. - tyle zdołałam z siebie wydusić, gdy zobaczyłam naszą sypialnię.
- I jak? - Harry popatrzył na mnie.
- Cudowna. - podeszłam do chłopaka i wpiłam się w jego usta.
- Kocham Cię wiesz? - loczek popatrzył się na mnie gdy tylko się od siebie odsunęliśmy.
- Ja Ciebie też.
- Pomóc Ci w wypakowywaniu?
- Nie, nie musisz. - rzuciłam.
- To ja w takim razie pójdę i zrobię kolację. - pocałował mnie i wyszedł.

*** oczami Harry'ego ***
Przebudziłem się i odwróciłem się na drugi bok. Zdziwiłem się, bo Aly nie było obok mnie. Wstałem i wyszedłem z pokoju. Spojrzałem na drzwi łazienki. Światło było zgaszone, więc jej tam nie było.
- Aly? Aly gdzie jesteś? - wszedłem do kuchni. Tam też jej nie było. Po chwili usłyszałem ciche łkanie. Aly siedziała skulona w kącie i płakała. Podbiegłem do niej. - Aly co się stało? - spytałem.
- Harry? Co Ty tu robisz? - popatrzyła na mnie zapłakanymi oczami.
- Mieszkam. Razem z Tobą. Nie pamiętasz?
- Gdzie ja jestem? - spytała przerażona. Co jest? Co jej się nagle stało?
- Przecież jesteś w Anglii i mieszkasz razem ze mną. Dzisiaj się do mnie przeprowadziłaś. - próbowałem ją objąć, ale mnie odepchnęła.
- Jak to mieszkam w Anglii i to w dodatku z Tobą? Przecież ja mieszkam we Włoszech! - krzyknęła. - Ty mnie przecież nie kochasz!
- Aly co Ty bredzisz?!
- Powiedziałeś, że mnie nie kochasz i nienawidzisz! Powiedziałeś mi to w oczy!
- Co się z Tobą dzieje? - popatrzyłem na nią. Ona dalej siedziała w tym zasranym kącie i płakała. Wziąłem telefon i zadzwoniłem do Luke'a.
- Halo? - usłyszałem zaspany głos.
- Cześć tu Harry. - powiedziałem zdenerwowany.
- Wiem. Wyświetliło mi się, że dzwonisz.
- Pomóż mi! Błagam!
- Harry o co chodzi?
- Aly. Ona... Coś się z nią dzieje.
- Ale co dokładnie.
- Mówi coś, że jej nie kocham i nienawidzę. Nie wie gdzie jest, myśli, że dalej jest we Włoszech.
- W jej kosmetyczce powinno być niebieskie opakowanie z tabletkami. Daj jej jedną i powinno być dobrze. Powinna zasnąć. Jeśli nie zaśnie to przywieź ją do mnie.
- Okey. - rozłączyłem się i pobiegłem na górę. Znalazłem opakowanie i zbiegłem na dół. Dołował mnie jej widok. Wziąłem szklankę wody i podszedłem do niej.
- Zostaw mnie!
- Aly weź to. - podałem jej tabletkę. Wzięła ją niechętnie i popiła wodą. Po niedługiej chwili uspokoiła się.
- Harry co się ze mną działo? - spytała.
- Nic. Nic. - wziąłem ją na ręce i zaniosłem do sypialni. Położyłem ją i przykryłem kołdrą. Chciałem wyjść z sypialni.
- Hazz gdzie idziesz?
- Na dół do salonu.
- Nie. Zostań tutaj.
- Jesteś pewna?
- Tak. - zrobiłem tak jak chciała. Położyłem się obok niej. Napisałem jeszcze do Luke'a, że wszystko w porządku i przytuliłem ją. Po chwili zasnąłem.

niedziela, 25 sierpnia 2013

Rozdział 35

- Harry ja nie wiem czy to jest dobry pomysł. - oznajmiłam.
- Proszę Cię Aly. - prosił.
- Nie to, że nie chce zamieszkać razem z Tobą. Tylko chodzi mi o Luke'a i Josh'a. Nie chce ich zostawiać samych.
- Przecież mogą zamieszkać z nami. - zatkało mnie.
- Harry jesteś tego pewien?
- Tak. - uśmiechnął się. - Mam z nimi porozmawiać? - popatrzył na mnie.
- To ja z nimi porozmawiam. - uśmiechnęłam się, a loczek mnie pocałował. Spacerowaliśmy jeszcze dłuższą chwilę, po czym Harry odprowadził mnie do domu. Pożegnałam się z nim i weszłam do domu. Zdjęłam kurtkę, buty i ruszyłam w stronę salonu skąd dobiegały śmiechy.
- Hej. - uśmiechnęłam się do nich siadając na fotelu.
- Mów jak tam randka. - rzucił Josh.
- Randka jak randka. - mruknęłam.
- Mów co Cię gryzie. - Luke popatrzył na mnie.
- Bo Harry poprosił mnie, żebym z nim zamieszkała.
- No to w czym problem? - brat popatrzył na mnie.
- W tym, że ja nie chce Was zostawić samych. - chłopcy wybuchnęli śmiechem. Popatrzyłam na nich jak na głupich.
- Nami się nie martw. - Josh.
- Ale ja chciałabym mieć Was blisko, a jak wyprowadzę się stąd to będę daleko Was.
- Też będziemy za Tobą tęsknić. Jeśli o to chodzi. - oznajmił Josh.
- Harry się zgodził, żebyście zamieszkali z nami.
- Wiesz co. Skoro chcesz mieć nas blisko, to zgoda. - oznajmił Luke.
- Jejku naprawdę. - pisnęłam radośnie.
- Ale... - popatrzył na mnie.
- Ugh. No mów. - Przeprowadzimy się razem o Londynu, ale nie zamieszkamy z Wami.
- Co? Ale jak to? - spytałam.
- Razem z Josh'em zamieszkamy w domu po mojej babci. Wtedy nie będziemy Wam przeszkadzać, ale będziemy blisko Ciebie.

***
Z tych emocji nie mogłam zasnąć. Wierciłam się na łóżku. Wzięłam telefon i zadzwoniłam do Harry'ego.
- Słucham. - usłyszałam zaspany głos loczka.
- Hej Harreh. Obudziłam Cię? - spytałam.
- Nie. Zresztą Tym zawsze możesz mnie budzić.
- Już tak nie słodź.
- Coś się stało? - spytał.
- Rozmawiałam z Josh'em i Luke'iem.
- I jak?
- Zgodzili się, ale nie będą mieszkać z nami.
- To gdzie?
- U babci Luke'a.
- Wiesz, że Cię kocham, prawda? - spytał.
- Umm nie, nie wiem. - zaśmiałam się.
- Zawsze musisz się droczyć?
- Zawsze.
- Czyli jutro możemy zacząć przeprowadzkę?
- Jutro?!
- Żartowałem.
- Przyjdziesz jutro do nas? - zapytałam.
- Tak, bo musimy omówić szczegóły.
- No okey. To do jutra. - rzuciłam.
- Kocham Cię. - usłyszałam.
- Ja Ciebie też. - odpowiedziałam i odłożyłam słuchawkę. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.


------------------------------------------------
Dziękuje wszystkim, którzy czekali. Przepraszam Was, że nie dodawałam rozdziałów, ale wiecie kara. Na drugi raz mam nauczkę by nie pyskować mamie c; Postaram się być grzeczna, żeby nie dostać kolejnej kary :) Dziękuje i kocham Was <33

niedziela, 18 sierpnia 2013

Rozdział 34


- Harry nawet nie wiesz jak się o Ciebie martwiliśmy! - do sali weszli Liam, Louis, Zayn i Niall. Szybko wstałam z łóżka Harry'ego.
- Nic mi przecież nie jest! - odpowiedział im loczek.
- Właśnie widzimy. - Louis poruszył zabawnie brwiami na co ja zachichotałam.
- Jak przeszkadzamy to powiedz, to sobie pójdziemy. - oznajmił Liam.
- Przeszkadzacie. - chłopak uniósł się na łokciach.
- Harry! - zbeształam go wzrokiem. - To ja sobie pójdę, a Wy sobie porozmawiajcie. - dodałam po chwili.
- Aly zostań. - Zayn złapał mnie za ramię.
- Naprawdę już pójdę. Przyjdę jutro. - uśmiechnęłam się lekko i wyszłam z sali Harry'ego.

***
Po niecałej godzinie byłam już w domu. Zdjęłam kurtkę oraz buty i udałam się do kuchni. Tam już czekali na mnie Luke i Josh. Nalałam sobie soku do szklanki i usiadłam naprzeciwko nich.
- I jak tam u Harry'ego? Dalej się nie wybudził? - spytał Luke.
- Wybudził się. - uśmiechnęłam się.
- Czyli to oznacza, że jesteście razem? - Josh.
- Nie.
- Na pewno?
- Skąd ten pomysł?
- No, bo jesteś wesoła i kiepsko kłamiesz. - zaśmiali się.
- No tak to mi nie wychodzi. - mruknęłam i poszłam do siebie do pokoju.

*** kilka dni później ***
Harry niedawno wyszedł ze szpitala. Szybko doszedł do siebie po takim wypadku.
- Aly masz gościa! - usłyszałam głos mojego brata.
- Już idę!
- Hej Aly. - przywitał mnie Harry.
- Hej. - również go przywitałam.
- To co idziemy? - spytał.
- Jasne.

***
- Widzisz Aly za chwilę muszę wracać do Londynu. - powiedział loczek smutnym głosem.
- Wiem to.
- Mam dla Ciebie propozycję, a właściwie pytanie.
- Słucham.
- Wrócisz ze mną do Londynu?
- Ha...Harry ja nie wiem.
- Proszę Cię. Nie chcę Cię drugi raz stracić.

sobota, 17 sierpnia 2013

Rozdział 33


- Pan Styles się wybudził ze śpiączki. - oznajmił, a jak miałam ochotę skakać z radości. - Ale... - i moja radość prysnęła.
- Może pan dokończyć?! - spytałam zniecierpliwiona.
- Chodzi o to, że pan Styles może mieć problemy z pamięcią.
- Czyli może nie wiedzieć kim jesteśmy? - spojrzałam na lekarza.
- Tak. - odpowiedział i odszedł. Spojrzałam na chłopaków ze łzami w oczach. Poklepali mnie po ramieniu z współczuciem i dali mi znak, żebym weszła do sali Harry'ego.
- Będzie dobrze. - pocieszył mnie Liam.
- Musi. Liam pójdziesz ze mną. - popatrzyłam się na chłopaka.
- Aly pójdź sama.
- Ale ja się boję.
- Wszystko będzie dobrze.
- Boję się.
- Nie bój się. - przytulił mnie szatyn.
- Dziękuje. - szepnęłam i poszłam w stronę sali loczka. Stanęłam przed drzwiami i wzięłam głęboki wdech. Zapukałam i weszłam do środka. Jego wzrok powędrował na mnie. Wlepił we mnie spojrzenie. Matko jak ja stęskniłam się za tymi zielonymi tęczówkami.
- H...Ha...Harry t...to ja Aly. - wyjąkałam. Chłopak popatrzył na mnie wyraźnie zdziwiony. - Ty mnie nie pamiętasz. Prawda? - spytałam zrezygnowana.
- Aly co Ty tu robisz?
- Pamiętasz mnie?
- Czemu miałbym Cię nie pamiętać?
- Bo lekarz powiedział, że możesz nas nie pamiętać.
- Ale pamiętam. - podeszłam do niego.
- Harry ja Cię bardzo przepraszam. Ja nie chciałam. To wszystko przeze mnie. - popatrzyłam w jego oczy.
- Csiii. - złapał mnie za rękę. - To ja przepraszam. - szepnął całując moją rękę.
- Hazz ja muszę Ci coś powiedzieć. - szepnęłam.
- Słucham.
- J... Ja Cię nadal kocham!
- Pomimo tego co Ci zrobiłem i powiedziałem?! - spytał.
- Tak Harry. Nie przestałam Cię kochać nawet na chwile.
- A Josh? - widziałam w jego oczach łzy.
- Josh to tylko przyjaciel. Nic mnie z nim nie łączy i nie łączyło.
- Przepraszam Cię Aly za wszystko. - szepnął.
- Harry już nie przepraszaj. Proszę. - uśmiechnęłam się do niego.
- Chodź tu do mnie. - zrobił mi miejsce obok niego na łóżku.
- Zwariowałeś?!
- Nie, jeszcze nie zwariowałem. Chodź. - zaśmiał się i poklepał teatralnie miejsce obok niego. Mimo, że dzisiaj się wybudził postawił na swoim. On jest naprawdę silny.
- Niech Ci będzie. - uśmiechnęłam się i położyłam się obok niego. Chłopak objął mnie ramieniem, a ja położyłam głowę na jego torsie.
- Ałć. - jęknął cicho.
- Przepraszam. - wymamrotałam i się podniosłam. Loczek tylko przyciągnął mnie z powrotem.
- Nie uciekaj. - pocałował mnie w czoło.
- Nie ucieknę. - posłałam mu szczery uśmiech.
- Obiecujesz?
- Tak.
- Ja obiecuję Cię zawsze wysłuchać i nie osądzać pochopnie. - złączył nasze dłonie.
- Kocham Cię Harry.
- Ja Ciebie też księżniczko. - pocałował mnie.

piątek, 16 sierpnia 2013

Rozdział 32

Wtuliłam się mocno w Josh'a. Płakałam w jego ramię.
- Csii. Nie płacz. On wyjdzie z tego. - pocieszał mnie lecz mu to nie wyszło.
- A co jeśli nie? - spytałam.
- Nie mów tak! On jest silny! Rozumiesz?! - pokiwałam głową. Nagle z sali Harry'ego wyszedł lekarz. Nie miał wesołej miny. Można było z niej wywnioskować najgorsze. Rozpłakałam się. Zaczęłam płakać jak dziecko.
- C...Czy o..on? - wybełkotał Louis.
- Nie, na całe szczęście udało nam się go uratować. - odpowiedział.
- Czyli jest szansa, że wyjdzie z tego? - spytałam ocierając łzy.
- Nie oszukujmy się. Jest, ale nie wielka. Jego stan jest stabilny aczkolwiek bardzo poważny. Najbliższe trzy doby zadecydują o wszystkim. - oznajmił.
- To znaczy, że jeśli się nie wybudzi przez te trzy doby to nie ma dla niego ratunku? - czułam jak głos mi się łamie.
- Nie do końca o to mi chodziło. Chodziło mi o to, że jeśli nic się nie wydarzy tak jak przed chwilą, że prawie straciliśmy pana Styles'a to jest dla niego szansa na przeżycie. - wytłumaczył.
- Czy...Czy ja mogę do niego iść? - spytałam.
- Ależ oczywiście. Tylko proszę nie na długo. - poszłam do jego sali. Do moich oczu napłynęły łzy. Wyglądał tak bezbronnie. Był podłączony do różnych urządzeń. I pomyśleć, że to wszystko przeze mnie. Nie mogłam tak dłużej na niego patrzeć. Wyszłam z sali cała zapłakana. Wpadłam na Liam'a. On jako jedyny z nas wszystkich próbował się trzymać, ale widziałam, że długo tak nie wytrzyma. Przytulił mnie.
- Wszystko będzie dobrze. - mówił z załamanym głosem.
- Nie Liam nic nie będzie dobrze! - wymamrotałam.
- O czym Ty mówisz?! - popatrzył na mnie.
- To wszystko przeze mnie! To przeze mnie on tu jest! To ja powinnam być na jego miejscu! Rozumiecie?! Gdyby nie ja to nic by się nie stało! - zaczęłam krzyczeć.
- Aly uspokój się! - Louis.
- Jak mam się do jasnej cholery uspokoić?! - można powiedzieć, że zaczęłam wariować. Nagle poczułam ukłucie i czułam jak osuwam się na ziemię.

*** kilka dni później ***
Harry do dzisiaj nie odzyskał przytomności. Zaczynam coraz to bardziej w to wątpić czy kiedykolwiek jeszcze usłyszę jego głos. Gdyby nie to głupie zdarzenie, gdybym z nim na spokojnie porozmawiała to on by nie leżał w takim stanie w szpitalu. Dlaczego? Dlaczego to akurat on?
- Aly zjedz coś. - z tego wszystkiego wybił mnie mój brat.
- Nie chce. - mruknęłam obojętnie.
- Siostra zrób to dla mnie, a jak nie dla mnie do dla Harry'ego. - oznajmił.
- Luke jak nie potrafię. To wszystko moja wina. - powiedziałam cicho.
- Skąd mogłaś wiedzieć co się stanie. - mój brat podszedł do mnie. - Nikt nie był wstanie tego przewidzieć. - przytulił mnie.
- Tak wiem, ale... - przerwał mi dzwonek do drzwi.
- Ja pójdę otworzyć, bo to pewnie chłopaki, a Ty idź się przyszykuj. - rzucił brunet.

***
Po niecałej godzinie byliśmy w szpitalu. Chciałam iść do Harry'ego jednak zatrzymał nas lekarz.
- Mogę zająć chwilkę?
- W takim razie słuchamy. - Liam.
- Mam dla Was dwie wiadomości...- przygotowałam się na najgorsze.

czwartek, 15 sierpnia 2013

Rozdział 31

Wbiegłam do swojego pokoju zamykając go na klucz. Osunęłam się po drzwiach, podkuliłam nogi pod brodę i zaczęłam płakać. Usłyszałam kroki.
- Aly! Aly otwórz proszę! - znowu on. Czy on da mi spokój?
- Idź stąd! - krzyknęłam
- Błagam Cię wysłuchaj mnie! - prosił.
- Nie Harry! Wysłuchałam Cię wtedy.
- Wtedy nie wiedziałem co się stało.
- Nie obchodzi mnie już to Harry. 

*** oczami Harry'ego ***
Stałem pod drzwiami jej pokoju i pukałem. Nawet nie pukałem, a w nie waliłem by otworzyła. Wszystko na nic. Wszystko spieprzyłem. Dlaczego jej wtedy nie wysłuchałem?
- Aly proszę. - usłyszałem otwieranie. Wyszła z pokoju i stanęła przede mną.
- Czego chcesz?! Chcesz znowu mi powiedzieć, że mnie nienawidzisz?! Że zabiłam nasze dziecko?! - warknęła.
- Nie, Aly. 
- Idź już stąd. - powiedziała kierując się na dół. Złapałem ją za nadgarstki. Pooglądałem je z każdej strony. Czułem się podle. Ona się okaleczała przeze mnie. Jestem skończonym kretynem. Jak mogłem tak postąpić?
- Czy to przeze mnie? - Aly cofnęła rękę.
- A niby przez kogo?!
- Przepraszam.
- Myślisz, że Twoje przepraszam wszystko załatwi?
- Nie, ale wysłuchaj mnie.
- Wyjdź!

*** oczami Aly ***
- Aly proszę Cię daj mi szansę to wyjaśnić. - popatrzyłam na niego. Miał łzy w oczach. Błagam niech on nie płacze.
- Harry za późno już na to. - otworzyłam drzwi. - Wyjdź proszę.
- Ja tego tak nie zostawię! Będę o Ciebie walczył. - oznajmił wychodząc.
- To sobie walcz, ale wiedz, że Ci się to nie uda! - krzyknęłam za nim. Po chwili usłyszałam tylko pisk opon.

***
- Jest Aly? - usłyszałam znajomy głos.
- Jest, ale ona nie będzie chciała z Wami rozmawiać. - oznajmił mój brat.
- Obawiam się, że będzie. - podeszłam do korytarza. Zobaczyłam ich wszystkich. Byli smutni, a raczej przybici.
- Tylko nie mówcie, że przyszliście mnie przekonywać, żebym porozmawiała z Harry'm! - warknęłam.
- Proszę pojedź z nami. - powiedział Louis. Jego głos strasznie się łamał.
- Gdzie i po jaką cholerę?
- Harry umiera! - krzyknął Liam i się rozpłakał.
- O czym Ty mówisz. Niedawno był u mnie.
- Miał wypadek jak wracał od Ciebie. - Zayn.

***
- Doktorze można do niego wejść? - spytałam gdy byliśmy już w szpitalu.
- Tak, ale nie na długo. - odpowiedział. Weszłam do sali gdzie leżał. Wyglądał źle i to bardzo. W moich oczach pojawiły się łzy. Usiadłam obok niego i złapałam go za rękę.
- Harry, Harry proszę. To ja Aly. Wiem, że w domu potraktowałam Cię tak, a nie inaczej, ale proszę wróć do mnie. - czułam jak uścisnął moją rękę i poluźnił uścisk. - Harry! Nie! Pomocy! - zaczęłam krzyczeć gdy respirator pokazywał, że on umiera.
- Proszę opuścić salę! Natychmiast! - rozkazał lekarz. Wyszłam z sali. Chłopcy gdy zobaczyli mnie zaczęli płakać.
- Będzie dobrze. Oni go uratują. - powtarzałam sama do siebie. Zayn przytulił Niall'a, a Liam Louis'a. Tylko ja stałam sama.
- Aly! - do szpitala przyszedł Josh.
- Josh! - pobiegłam w stronę chłopaka. Przytuliłam się mocno.
- Wszystko będzie dobrze. - głaskał mnie po plecach. - On wyjdzie z tego. Jest silny.

środa, 14 sierpnia 2013

Rozdział 30

JEŚLI CZYTACIE TE OPOWIADANIE TO BYŁABYM WDZIĘCZNA GDYBYŚCIE ZOSTAWILI PO SOBIE JAKIŚ ŚLAD W POSTACI KOMENTARZA <3

*** oczami Harry'ego ***
- Czy... Czy to była ona? - spytałem Louis'a i Liam'a, którzy stali tuż obok.
- Tak. - wymamrotał Liam.
- Dlaczego mnie nie zawołaliście?!
- Sami byliśmy w szoku! - Louis.
- Powiedzcie mi co ona tu robi i jak się trzyma?
- Mieszka tu. Chyba u tego swojego brata. - rzucił Liam.
- Ale stary ona wygląda koszmarnie. - oznajmił Louis. - Chyba dalej się nie pogodziła z tym. - dodał ze spuszczoną głową.
- Dlaczego jej nie zatrzymaliście?! - spytałem.
- Człowieku po jaką cholerę mieliśmy ją zatrzymywać?! Ona się tym wszystkim dobija. Ona się nienawidzi! - krzyknął Liam.
- Jeśli chcesz ją odzyskać to zadzwoń do Lily niech Ci poda numer Luke'a. - Louis popatrzył na mnie. Skinąłem głową i odszedłem zadzwonić do przyjaciółki Aly.

*** oczami Aly ***
- Aly dlaczego nie chciałaś z nim porozmawiać? - spytał Josh.
- Po co mam z nim rozmawiać skoro on mnie nienawidzi? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
- Powiesz mi w końcu dlaczego się tu przeprowadziłaś i co się stało w Londynie? - stanęliśmy w korku.
- Bo ja zabiłam moje i Harry'ego dziecko. - szepnęłam.
- Co? Ale jak to?
- Wpadłam pod samochód i je straciłam. Hazz mnie za to nienawidzi. - odpowiedziałam, a po moim policzku spłynęły pojedyncze łzy spłynęły po moim policzku.
- Ale przecież to nie była Twoja wina.
- Wiem, ale i tak się z tym źle czuje.

***
Po godzinnym staniu w korku wróciliśmy do domu. Wyszłam z samochody Josh'a i skierowałam się w stronę domu.
- Josh? Aly? Już jesteście?! - krzyknął mój brat.
- Tak! - Josh również krzyknął.
- Tak właściwie siostra to masz gościa. - oznajmił Luke wchodząc do korytarza.
- Co? Jakiego gościa? - spytałam.
- Idź do salonu to się przekonasz. - rozkazał.
- Luke w ogóle to nie zgadniesz kto jest we Włoszech. - powiedziałam.
- Chyba wiem kto. - rzucił. Weszłam do salonu i mnie zatkało.
- Aly!
- Czego tu szukasz?! - spytałam ostrym tonem.
- Chciałem porozmawiać. - oznajmił loczek.
- Ale ja z Tobą nie chce rozmawiać. - oznajmiłam i uciekłam do swojego pokoju.

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Rozdział 29

włącz to: http://www.youtube.com/watch?v=4OjiOn5s8s8

*** oczami Aly ***
Od tego pieprzonego wypadku minęły trzy lata, sześć miesięcy i dwadzieścia dni. Codziennie przychodzę do parku, zaczynam płakać i patrzę na bawiące się tu dzieci. Zawsze mam przy sobie zdjęcie mojego dziecka i Hazzy. Może nie jest to zdjęcie takie jak wszystkie, ale widać na nim małe ziarenko. Dlaczego wtedy musiałam wyjść na tą jezdnię? Wtedy byłoby inaczej. Byłabym z Harry'm i mielibyśmy cudowne dziecko. Nie, nie umiem się z tym pogodzić, że straciłam dwie najbliższe mi osoby. Przez to wszystko zaczęłam się ciąć. Chciałam ze sobą skończyć, ale powstrzymał mnie mój brat. Nie związałam się z nikim, bo czułabym się z tym podle. Nawet nie wiem czy Harry kogoś sobie znalazł. Tęsknie za nim i to cholernie. Znowu zaczynałam sobie wszystko przypominać.

~~~
- Harry przyjdź do mnie jak najszybciej. - powiedziała do słuchawki telefonu i się rozłączyłam. Po niespełna pięciu minutach loczek stał przede mną.
- Księżniczko co się stało? - spytał lekko przerażony.
- Harry to się stało, że jestem w ciąży! - rozpłakałam się.
- To wspaniała wiadomość! - krzyknął uradowany. - Aly czemu się nie cieszysz? - przytulił mnie.
- To Twoja wina. - odepchnęłam go.
- Słucham?
- To wszystko przez Ciebie! Nienawidzę Cię! - krzyknęłam.
- Czy Ty siebie słyszysz?! To moja wina, tak?! Nie Aly to również Twoja wina! Chciałaś tego tak samo jak ja. Wiedziałaś jakie mogą być tego konsekwencje! A teraz mi wylatujesz z takim czymś?! - krzyknął i wyszedł trzaskając drzwiami.

~~~
- Ha...Harry. - do salonu weszła zapłakana Aly. Szybko do niej podbiegłem.
- Słońce już nie płacz. Wszystko będzie dobrze. Przytuliłem ją. Wyszeptała mi do ucha ciche 'przepraszam'.

~~~
Obudziłam się w jakiejś sali. Strasznie bolał mnie brzuch. Zresztą nie tylko on. Wszystko mnie bolało. Porozglądałam się po sali. Ujrzałam Harry'ego.
- Harry.
- O nareszcie się wybudziłaś. - zaczął ostrym tonem.
- Co się stało?
- Nie udawaj! Od początku nie chciałaś tego dziecka. Zabiłaś je! Nigdy Ci tego nie wybaczę! Z nami koniec! - krzyknął wychodząc z sali.
- Harry. - rozpłakałam się i wtedy wszystko mi się przypomniało. Lekarz, badanie, samochód, pisk opon.

~~~
Wstałam z ławki i ruszyłam w stronę Josh'a, mojego przyjaciela.
- Przepraszam. - wymamrotałam gdy na kogoś wpadłam. Podniosłam głowę i ujrzałam Liam'a.
- Aly? Aly to naprawdę Ty? - spytał Louis wychodząc zza Liam'a.
- C... Co Wy tu robicie?
- Mamy tu koncert, a Ty co tu robisz? - Liam.
- Mieszkam. - odpowiedziałam prawie nie słyszalnie.
- Czekaj co? Czyli mieszkasz we Włoszech cały ten czas? - Louis popatrzył na mnie.
- Tak.
- Aly wszystko okej?! - spytał Josh. Był kawałek od nas.
- Tak. Poczekaj zaraz przyjdę!
- Czy to? - Louis.
- Nie. To jest mój przyjaciel. - przerwałam mu.
- Aly dlaczego się nie odzywałaś? - spytał nagle Liam.
- Po co? I tak Harry mnie nienawidzi.
- Ale on nie znał prawdy!
- Tak czy inaczej mógł mnie najpierw wysłuchać, a nie wyzywać!
- Masz rację. - rzucił Louis.
- A... Aly? - usłyszałam głos. Jego głos.
- Chłopaki wybaczcie mi. - rzuciłam i odbiegłam od nich.
- Aly czekaj! - krzyknął Liam.
- Aly zaczekaj! - Harry biegł w moją stronę.
- Josh jedź! - rozkazałam jak weszłam do samochodu.
- Ale Aly!
- Proszę Cię jedź! - wrzasnęłam i rozpłakałam się.

Josh

niedziela, 11 sierpnia 2013

Rozdział 28

Włącz to: https://www.youtube.com/watch?v=hXgBmqPMJ7I

*** kilka tygodni później ***
Wszystko układa się w jak najlepszym porządku. Ja jestem szczęśliwa. Moja mama również. Prawdę powiedziawszy to coś podejrzewam, że szykuje się ślub. James poza moją mamą świata nie widzi, a moja mama za nim.
- Aly możemy porozmawiać? - do mojego pokoju weszła mama oraz James.
- Jasne. - rzuciłam.
- Widzisz Aly chodzi o to... - zaczął James, ale najwyraźniej nie wiedział jak skończyć.
- Chodzi o to, że planujecie ślub. Tak? - spytałam.
- No nie zupełnie. - moja rodzicielka popatrzyła na mnie. - Bo widzisz Aly, chodzi o to, że jestem w ciąży.
- Co? - nie uwierzyłam w to co przed chwilą usłyszałam. Będę miała braciszka lub siostrzyczkę. - Jezu mamo tak się cieszę. - przytuliłam się do niej. Potem podeszłam do James'a. Jego również przytuliłam.
- Nawet nie wiesz jak się cieszymy z Twojej reakcji. - James.
- Słyszysz maluchu. Cieszę się, że za parę miesięcy będziesz z nami. - powiedziałam do brzucha mamy na co ta się zaśmiała.

*** kilka miesięcy później ***
- Harry przyjdź do mnie jak najszybciej. - powiedziała do słuchawki telefonu i się rozłączyłam. Po niespęłna pięciu minutach loczek stał przede mną.
- Księżniczko co się stało? - spytał lekko przerażony.
- Harry to się stało, że jestem w ciąży! - rozpłakałam się.
- To wspaniała wiadomość! - krzyknął uradowany. - Aly czemu się nie cieszysz? - przytulił mnie.
- To Twoja wina. - odepchnęłam go.
- Słucham?
- To wszystko przez Ciebie! Nienawidzę Cię! - krzyknęłam.
- Czy Ty siebie słyszysz?! To moja wina, tak?! Nie Aly to również Twoja wina! Chciałaś tego tak samo jak ja. Wiedziałaś jakie mogą być tego konsekwencje! A teraz mi wylatujesz z takim czymś?! - krzyknął i wyszedł trzaskając drzwiami.

*** oczami Harry'ego ***
Jak ona mogła powiedzieć, że mnie nienawidzi i to, że jest w ciąży to moja wina? Wszedłem do domu trzaskając drzwiami.
- Stary co jest? - spytał Liam.
- Aly jest w ciąży i o wszystko obwinia mnie.
- Harry nie bierz sobie tego tak do serca. Ona jest w szoku. - oznajmił szatyn.
- Ha...Harry. - do salonu weszła zapłakana Aly. Szybko do niej podbiegłem.
- Słońce już nie płacz. Wszystko będzie dobrze. Przytuliłem ją. Wyszeptała mi do ucha ciche 'przepraszam'.

*** kilka dni później ***
- Harry odbierz. Może to coś ważnego. - Niall.
- Halo?
- Harry. - usłyszałem zapłakany głos Lily.
- Lily co się stało?
- Aly... Ona... - jąkała się.
- Co się dzieje.
- Ona miała wypadek jest w szpitalu. - zrobiło mi się gorąco.
- Zaraz tam będę. - rozłączyłem się i wybiegłem ze studia.

*** oczami Aly ***
Obudziłam się w jakiejś sali. Strasznie bolał mnie brzuch. Zresztą nie tylko on. Wszystko mnie bolało. Porozglądałam się po sali. Ujrzałam Harry'ego.
- Harry.
- O nareszcie się wybudziłaś. - zaczął ostrym tonem.
- Co się stało?
- Nie udawaj! Od początku nie chciałaś tego dziecka. Zabiłaś je! Nigdy Ci tego nie wybaczę! Z nami koniec! - krzyknął wychodząc z sali.
- Harry. - rozpłakałam się i wtedy wszystko mi się przypomniało. Lekarz, badanie, samochód, pisk opon. Zadzwoniłam po lekarza.
- Coś się stało? - spytał wchodząc do sali.
- Chciałabym się wypisać na własne żądanie.
- W takim stanie pani nie może.
- Ależ mogę. Proszę mnie wypisać!
- Jak pani chcę. Zaraz przygotuję potrzebne dokumenty. - oznajmił lekarz. Po niecałej godzinie wróciłam do domu. Spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy do walizki, napisałam list do mamy i James'a i ruszyłam na lotnisko.

*** oczami Harry'ego ***
Usłyszałem dźwięk sms'a. Przesunąłem palcem po ekranie i odczytałem wiadomość. Odczytałem, że mam wiadomość na poczcie głosowej.
- Cześć Harry. - usłyszałem głos Aly. - Chciałam Ci tylko powiedzieć, że się myliłeś. Ja chciałam przyjechać do studia i pokazać Ci pierwsze zdjęcie naszego dziecka. Ja naprawdę tego nie chciałam. Wybacz mi. Kocham Cię. Mam nadzieję, że chociaż teraz będziesz szczęśliwszy. Twoja Aly. - co ja zrobiłem? Ona chciała mi to powiedzieć, a ja ją tak potraktowałem. Wziąłem kluczyki i pojechałem do szpitala. Wbiegłem do jej sali, a jej tam nie było.
- Przepraszam gdzie znajdę Aly Jackson? - spytałem pielęgniarki. Obawiałem się najgorszego.
- Pani Aly wypisała się na własne żądanie. - odpowiedziała i odeszła. Szybko wybiegłem ze szpitala. Odjechałem z piskiem opon.
- Styles kretynie coś Ty zrobił? Módl się, żeby nie było za późno. - mówiłem sam do siebie.
- Aly to Ty? - usłyszałem zmartwiony, a zarazem pełen nadziei głos pani Jackson.
- To ja Harry. Gdzie ona jest? - spytałem.
- O... Obawiam się, że Aly wyjechała. - mama Aly się rozpłakała. - Ale jak to? - w moim gardle powstała wielka gula.
- Napisała mi w liście, że nie będzie umiała tu z tym żyć, że zabiła Wasze dziecko. Napisała również, że mamy jej nie szukać oraz, że bardzo Cię kocha. - zacząłem płakać razem z mamą Aly. Co ja najlepszego zrobiłem?

-------------------------------------------------
Kochani obawiam się, że jest to ostatni rozdział tego opowiadania :c

sobota, 10 sierpnia 2013

Rozdział 27

*** rano ***
Obudziłem się wtulony w Aly. Popatrzyłem na nią. Spała tak słodko, że postanowiłem jej nie budzić. Wstałem z łóżka, załozyłem bokserki oraz stary dtes i zeszłem do kuchni. Postanowiłem zrobić śniadanie. Postawiłem na jajecznicę.

***
- Jeszcze tylko sok i gotowe. - powiedziałem sam do siebie. Wziąłem tacę z jedzeniem i poszedłem na górę. Otworzyłem drzwi i ujrzałem Aly. Siedziała na łóżku z podciągniętymi nogami pod brodę. Odłożyłem tacę na szafkę i podszedłem do niektórych. - Aly co jest? To przeze mnie, prawda?
- Nie. - odpowiedziała cicho.
- Boli Cię coś?
- Nie.
- Skarbie powiedz co Ci jest.
- Nic mi nie jest. Tylko... Tylko masz ubrudzone prześcieradło z krwii. - odpowiedziała smutnym głosem.
- Matko Aly i tym się tak przejęłaś? - blondynka pokiwała twierdząco głową. - Nie przejmuj się tym. Wrzuci się to do pralki i po kłopocie. - uśmiechnąłem się.
- Co tam masz? - zmieniła temat.
- Śniadanie. - rzuciłem i wziąłem tacę z szafki.
- Umm ślicznie pachnie.
- Bo ja robiłem. - zaśmiałem się.

***
- Hazz idziemy sprawdzić jak wygląda mój domu? - spytała gdy sprzątaliśmy po śniadaniu.
- Jasne, tylko pójdę się przebać. - rzuciłem i pobiegłem na górę. Po nie spęłna pięciu minutach zszedłem na dół.
- Boże! Przecież gdy moja mama wróci to mnie zabije! - Aly zaczęła panikować gdy tylko weszliśmy do jej domu.
- Nie martw się posprzątamy nim Twoja mama wróci.

***
- Hazz coś Ty taki zadowolony? - spytał mnie Niall gdy byliśmy już w domu.
- Tak jakoś. - mruknąłem.
- Przyznaj się! - powiedział Zayn i wszyscy popatrzyli na mnie.
- Nie! - fuknąłem.
- Oni to zrobili! - krzyknął zadowolony Liam.

*** oczami Aly ***
- Czemu Was nie było przez całą noc? - spytała mnie moja przyjaciółka.
- Mieliśmy siedzieć z pijakami? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
- Yhm... Lepiej się przyznaj co robiliście? - poruszyła zabawnie brwiami.
- Co sugerujesz?
- Nie udawaj.
- Nie udaje!
- Zrobiliście to! - Lily wstała z kanapy.
- Ale co? - udałam, że nie wiem o czym mówi.
- No to... - zaczęła wymachiwać rękami. - No spaliście ze sobą! - rzuciła.
- Nie. - czułam, że się rumienię.
- Nie wcale. Opowiadaj. - usiadła obok mnie.
- Lily przerażasz mnie.
- Nie zmieniaj tematu.
- Ale co ja Ci mam opowiedzieć? - spytałam.
- No wszystko. Jak było i tak dalej.
- Chwila. Co? Mam Ci się spowiadać jak mi było w łóżku z Harry'm?
- No mniej więcej. - zaśmiała się.
- Zapomnij. - prychnęłam. - Mogę Ci tylko tyle powiedzieć, że ta noc była jedną z najwspanialszych.
- No weź i tylko tyle? - zrobiła smutną minę.
- Nic więcej Ci nie powiem. - prychnęłam i poszłam na górę do swojego pokoju.

piątek, 9 sierpnia 2013

Rozdział 26

- No, bo widzisz chodzi o to, że Tym robisz dla mnie tyle, a ja boję się z Tobą kochać. - oznajmiłam patrząc tępo w ścianę.
- Skarbie. - odwrócił moją głowę tak abym patrzyła mu oczy. - Nie jesteś jeszcze gotowa i ja to w pełni rozumiem. - musnął lekko moje usta.
- Tylko ja się czuję z tym podle. Ty mnie rozpieszczasz, a ja?
- Aly, proszę nie dobijaj się tym. Chcesz być w pełni na to gotowa i ja to rozumiem. - uśmiechnął się do mnie.
- Chodź zatańczyć! - przyszła Lily ciągnąc mnie.
- Harry później dokończymy. - rzuciłam w stronę chłopaka.
- Czekam.

***
Nie mogę w to uwierzyć. Wszyscy są kompletnie zalani. W sumie to nie mój problem, to nie ja jutro będę zdychała przez kaca.
- Harry. - przytuliłam się do loczka.
- Słucham? - bawił się moimi włosami.
- Jestem gotowa. - szepnęłam mu do ucha.
- Jesteś tego pewna? - spytał patrząc mi w oczy. Pokiwałam twierdząco głową. - W takim razie chodź.

***
Styles zaciągnął mnie do jego domu. Gdy weszliśmy do jego pokoju to loczek rzucił mnie na łóżko. Chłopak zaczął serie namiętnych pocałunków. Jego ręce powędrowały pod moją bluzkę. Ściągnął ją ze mnie, a potem ja ściągnęłam jego. Styles ściągnął swoje spodnie i jednym szybkim ruchem ściągnął moje. Całował mój dekolt. Schodził z pocałunkami coraz niżej. Ściągnął mój stanik, a potem równie szybko ściągnął moje majtki. Ja żeby nie pozostać mi dłużna ściągnęłam jego bokserki. Nasze usta złączyły się w namiętnym pocałunku. Po chwili szatyn znów schodził niżej z pocałunkami. Wydałam z siebie cichy jęk gdy Harry zszedł do mojej kobiecości. Wyszczerzyłam mocno oczy gdy loczek wsadził swój język we mnie.
- Podoba Co się? - chłopak się zaśmiał.
- Harry... Zrób to. - wyjęczałam. Chłopak znowu się zaśmiał i wspiął się na górę. Z szafki obok łóżka wyjął małe kolorowe pudełko. Otworzył będą i założył prezerwatywę na swoją męskość. Chwilę później poczułam go dokładnie tam.Zaczął powoli się we mnie wsuwać..
- Ał... - jęknęłam z bólu.
- Boli Cię? - spytał nie przestając. Kiwnęłam twierdząco głową. - Zaraz przestanie. - powiedział całując mnie. Poruszał się we mnie dosyć szybko.
- Kocham Cię Harry. - wbiłam paznokcie w jego plecy.
- Dojdź Aly! Dojdź skarbie! - krzyczał to cały czas. Harry doszedł, a ja chwilę za nim. Opadł obok mnie dysząc szybko. Przytuliłam się do niego. Chłopak przykrył nas kołdrą.
- Dziękuje Harreh. - pocałowałam go.
- To ja powinienem Co podziękować. - jeździł palcem po moich plecach.
- Kocham Cię. - bawiłam się jego lokami. Jestem mi wdzięczna za to. Kocham go najmocniej na świecie.

*** oczami Harry'ego ***
Nie mogę w to uwierzyć. Zrobiliśmy to. Tylko, że i tak źle się z tym czuje, bo Aly nie była na to gotowa i ja to wiem. Zrobiła to tylko dlatego, że czuje się winna, że nie mogła mi dać tej rozkoszy wcześniej.
- Aly boli Cię brzuch? - spytałem podnosząc się na łokciach.
- Nie. - pokiwała przecząco głową.
- Na pewno? - dopytałem.
- Hazz na pewno. - wtuliła się we mnie.
- Kocham Cię księżniczko. - pocałowałem ją w czoło.
- Dziękuje Ci Harry. Dziękuje, że poczekałeś. - oznajmiła. Chwilę później usłyszałem ciche chrapanie.


---------------------------------------------
Kochani bardzo Was przepraszam za to, że zepsułam moment +18. Wybaczcie, ale nie umiem pisać takich momentów <3

czwartek, 8 sierpnia 2013

Rozdział 25

- Co Ty tu robisz?! - warknęłam.
- Alien słońce!
- Czego chcesz?!
- To tak się zwracasz do taty, który przyszedł Ci życzenia złożyć i prezent dać?
- Że co?! - krzyknęłam.
- Siostra jakiś problem? - spytał Luke podchodząc do mnie.
- Właściwie to jest i to duży. Luke poznaj naszego ojca.
- Co?! - spytał 'mój' ojciec.
- No co nie mów, że nie poznajesz swojego syna?
- To nie jest mój syn!
- Wiesz co żałosny jesteś! Wyjdź! - warknęłam wypychając go z domu.
- Tak się zwracać do ojca?!
- Że co proszę?! Tyle lat Cię przy mnie nie było, a teraz jak gdyby nigdy nic przychodzisz na moje osiemnaste urodziny?
- Co tu się dzieje? - tym razem przyszła moja mama i James.
- Ten palant nie chce wyjść! - warknęłam.
- Jaki palant? Ja jestem Twoim ojcem.
- Już dawno nim nie jesteś! A teraz wyjdź! - zignorował moje polecenie i chciał wejść do środka.
- Nie słyszałeś co Aly do Ciebie powiedziała? - James.
- Ona się nazywa Alien! - ojciec zaczął się szarpać z James'em.
- Mark zostaw go! - moja mama próbowała ich rozdzielić.
- Jesteś kompletnym kretynem! - powiedziałam do mojego ojca. - Nie dość, że zniszczyłeś mi życie to teraz niszczysz mi urodziny! Jesteś potworem! - krzyknęłam i uciekłam ze łzami w oczach do swojego pokoju.

***
- Aly mogę? - po kilku minutach przyszedł Luke.
- Jasne wejdź. - usiadłam na łóżku i wytarłam łzy.
- Siostra nie przejmuj się tym dupkiem.
- Luke łatwo Ci mówić. Tylko, że on mi obiecał, że wróci. Czekałam na niego i nic, a teraz jak gdyby nigdy nic przychodzi.
- Nie wylewaj łez przez takiego jak on. - przytulił mnie.
- Poszedł sobie? - spytałam.
- Tak. Twoja mama opatruje James'owi rany.
- Jest aż tak źle?
- Nie, tylko ma wargę rozciętą.
- Aly skarbie. - do pokoju weszła mama wraz z James'em.
- James przepraszam Cię.
- Aly nie masz za co przepraszać.
- Jak to nie. Mam za to. - pokazałam na jego opuchniętą wargę.
- Zapomnijmy o tym. - uśmiechnął się.
- Dziękuje. - odwzajemniłam uśmiech i przytuliłam go.
- Słuchaj porywam Twoją mamę.
- Okey. - zachichotałam.
- Tylko nie roznieście domu! - mama.
- Dobrze. - poszłam razem z Luke'iem odprowadzić ich do drzwi. Wróciliśmy z powrotem do salonu. - Słuchajcie bardzo Was przepraszam za tamto zamieszanie. - oznajmiłam.
- O niczym nie wiemy. - rzuciła Danielle i puściła mi oczko.
- To co pijemy za zdrowie Aly. - Zayn.

***
Moje urodziny trwają już dwie godziny. Wszyscy są zalani w trupa. Tylko ja i Harry jesteśmy trzeźwi. Dziwne, bo to w końcu moje osiemnaste urodziny i powinnam się upić, a ja wolę pozostać trzeźwa.
- Księżniczko nie przejmuj się swoim ojcem. - Harry usiadł obok mnie i otulił mnie swoim ramieniem.
- Nie przejmuję się już tym.
- A czym? - spytał.

środa, 7 sierpnia 2013

Rozdział 24

*** kilka dni później ***
- Harry możemy iść już do domu? Zmęczona jestem tymi zakupami. - zaczęłam marudzić gdy Harry wziął mnie do kolejnego sklepu.
- Co Ci szkodzi iść do kolejnego sklepu?
- Są moje urodziny i raczej wolałabym w domu siedzieć, a nie chodzić po sklepach. - przewróciłam oczami.
- Chodź do tego jednego sklepu, wybierz sobie coś potem pójdziemy na lody i kawę i pojedziemy do domu. - poprosił.
- Niech Ci będzie. - rzuciłam na co loczek pokazał szereg białych zębów. Spędziliśmy w tym sklepie z dobrą godzinę.
- Chodź idziemy teraz na obiecaną kawę i lody. - Hazz pociągnął mnie w stronę kawiarni. Usiedliśmy przy stoliku i złożyliśmy zamówienie.
- Harry możemy jechać już do domu? - spytałam.
- Zaczekaj. - powiedział loczek i zaczął coś robić na telefonie. - Chodź, jedziemy. - oznajmił po pięciu minutach. Wziął reklamówki i włożył je do bagażnika. Po niecałej godzinie byliśmy już pod moim domem. Szatyn wyszedł z samochodu, podbiegł do moich drzwi i otworzył je oraz pomógł mi wyjść. Ostrożnie wyszłam z samochodu i pokierowałam się w stronę drzwi.
- Jesteśmy! - krzyknęłam gdy weszłam do środka. Cisza. Weszłam do salonu.
- Niespodzianka! - nagle wszyscy wbiegli do salonu. Wszyscy naraz zaczęli mi składać życzenia. Chciało mi się płakać ze szczęścia.
- Aly kochanie, poznaj James'a. - moja mama przedstawiła mi wysokiego mężczyznę. Góra 40 lat.
- Witaj Aly. Miło mi Cię poznać. - wow jaki on miły.
- Mi również. - byłam lekko zszokowana.
- To prezent ode mnie. - partner mojej mamy podał mi ładnie zapakowane pudełko.
- Ale proszę Pana nie trzeba było.
- Trzeba. - uśmiechnął się. - Będzie mi miło gdy będziesz mi mówiła po imieniu. - dodał po chwili. Chwila. Co? Facet mojej mamy kazał mi mówić sobie na Ty. Coś tu musi być na rzeczy.
- Mamo mogę Cię prosić na chwilę? - spytałam.
- Jasne. - odpowiedziała moja rodzicielka i poszliśmy do korytarza.
- Mamo co tu jest grane?
- No... Bo... Ten... - mama nie wiedziała jak zacząć.
- No powiedz żeś wreszcie!
- James mi się oświadczył. - zarumieniła się.
- Tak szybko? - otworzyłam szeroko oczy.
- Też jestem w szoku.
- Mamo tak się cieszę! - pisnęłam i mocno przytuliłam mamę.
- Alien puść mnie! Udusisz mnie zaraz!
- Jejku przepraszam. - szybko puściłam mamę.
- Nic się nie stało. - zaśmiała się.
- Czyli mam rozumieć, że będę miała tatę?
- Nie wiem. - mama spuściła głowę na dół.
- Mamo?
- Hm?
- Ty go kochasz? Prawda? - spojrzałam na mamę.
- Tak, ale nie wiem czy to będzie coś poważniejszego.
- Żartujesz?! Mamo jakby to nie było nic poważniejszego to by on Ci się nie oświadczał. - oznajmiłam.
- O czym tak plotkujecie? - do korytarza wszedł Harry wraz z James'em.
- O niczym! - powiedziałyśmy z mamą równocześnie.
- Tak jasne. - rzucił Harry.
- Aly masz jeszcze jednego gościa. - Lily.
- Luke! - krzyknęłam gdy tylko zobaczyłam mojego brata. Przez ostatnie dni bardzo ze sobą się zżyliśmy.
- Najlepszego! - powiedział mój brat i dał mi małe pudełko.
- Nie musiałeś.
- Aly chodź i zdmuchnij te świeczki, bo ja już głodny jestem. - mruknął Niall na co zaśmialiśmy się wszyscy.
- Pomyśl życzenie i zdmuchnij świeczki. - rzuciła moja przyjaciółka.
- Co sobie życzyłaś? - spytał Harry gdy moja mama wzięła się za krojenie tortu.
- Nie ważne. - zaśmiałam się na co loczek zrobił smutną minę.
- Za zdrowie solenizantki. - Louis wzniósł za mnie toast, a Harry podał mi kieliszek. Wszyscy zaczęli śpiewać 'Happy Birthday'.
- Kolejni goście? - spytała moja mama gdy usłyszeliśmy dzwonek do drzwi.
- Pójdę zobaczyć. - rzuciłam i poszłam otworzyć. Otworzyłam drzwi i w nich ujrzałam tego kogo nie chciałabym widzieć.

wtorek, 6 sierpnia 2013

Rozdział 23

*** rano ***
*** oczami Harry'ego ***
Obudziłem się parę minut po 10. Moja księżniczka jeszcze spała. Wyszedłem z łóżka tak aby jej nie obudzić. Udałem się do kuchni. O dziwo Niall i Lily już tam byli.
- Hej. - rzuciłem wchodząc. - I jak tam było w nocy?
- Zboczeniec! - krzyknęła Lily.
- Ja? To chyba raczej Wy!
- Chłopaki słuchajcie puki nie ma Aly. - Lily zmieniła temat. - Nie wiem czy wiecie, ale za niecały tydzień są jej urodziny. - dodała.
- O ile się nie mylę to, to są jej osiemnaste urodziny. - oznajmił Niall.
- No tak. Dlatego chce, aby one były one niezapomniane.
- Jak chcesz je zrobić? - zapytałem.
- Pomyślałam, że ja i reszta zajmiemy się urodzinami. Wiesz dekoracje i wszystko, a Ty będziesz w tym czasie trzymał ją z daleka od domu. - oznajmiła blondynka.
- No dobra.

*** oczami Aly ***
Wstałam grubo po 10. Harry'ego już nie było. Postanowiłam zejść na dół.
- Cześć zboczeńcu. - zaśmiała się moja przyjaciółka gdy weszłam do kuchni. Spiorunowałam ją wzrokiem i usiadłam obok Harry'ego.
- Co na śniadanie? - zmieniłam temat.
- Moja droga nie zmieniaj tematu. - Niall.
- To na drugi raz nauczcie się zamykać drzwi na klucz. - warknęłam.
- Moja droga to na drugi raz masz nauczkę by pukać. - odezwała się Lily.
- Długo jeszcze będziecie mnie dręczyć? - spytałam.
- 'Matko! O fuj! Ohyda!' - naśladowała mnie Lily.
- Bardzo śmieszne. - warknęłam wstając od stołu. Poszłam na górę. Wzięłam szybki prysznic, ubrałam się we wczorajsze ciuchy i zeszłam na dół. - Jak coś to zostaliśmy u chłopaków na nocy filmowej. - powiedziałam w stronę przyjaciółki.
- A Ty gdzie? - spytała.
- Do domu. Przynajmniej tam nikt się nie będzie ze mnie nabijał! - oznajmiłam i wyszłam. Szybkim krokiem poszłam do domu. Tam przebrałam się w dresy i sprawdziłam szybko facebook'a i twitter'a. Nagle poczułam wibrację.
- Słucham?
- Hej tu Luke. - usłyszałam głos brata.
- O hej. - rzuciłam.
- Masz ochotę się spotkać? - spytał.
- Właściwie to czemu nie. I tak nie mam nic do roboty. - uśmiechnęłam się do słuchawki.
- To za godzinę w Strackburks'ie?
- Jasne.
- To do zobaczenia.
- Na razie. - rozłączyłam się. Po 40 minutach wyszłam z domu.
- O hej. A Ty gdzie? - spytała moja przyjaciółka gdy mijałam ją w drzwiach.
- Nie ważne. - rzuciłam.
- Dalej się gniewasz o to co było rano?
- Nie mam czasu. Cześć. - rzuciłam odchodząc.

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Rozdział 22

- To od kretyna w lokach. - warknęłam kładąc zakupy na blacie w kuchni.
- Od Harry'ego?
- Nie, od kretyna w lokach znad przeciwka. - powiedziałam wspinając się po schodach na górę do mojego pokoju. - Styles! Won z mojego pokoju! - krzyknęłam gdy tylko otworzyłam drzwi.
- Nie. - mruknął.
- Wynoś się!
- Bo co?
- Bo jajco! Wynocha! Nie chcę Cię widzieć! - warknęłam przez zaciśnięte zęby i otworzyłam mu drzwi.
- Przepraszam. - powiedział ze spuszczoną głową.
- I myślisz, że to wystarczy?!
- Tak? - zmroziłam go wzrokiem. - Nie?
- Styles nasz związek nie ma sensu. Nie ufasz mi!
- Ufam Ci.
- Właśnie udowodniłeś to pół godziny temu, a teraz proszę Cię wyjdź! - wskazałam ręką na otwarte drzwi.
- Aly przepraszam. Wiem jestem cholernym kretynem! Słońce ja jestem o Ciebie zazdrosny. - podszedł do mnie.
- Harry idź stąd. - szepnęłam.
- Nie. - odpowiedział wpijając się w moje usta. Odwzajemniłam pocałunek. - Przepraszam.
- Kocham Cię kretynie. - rzuciłam.
- Idziemy do mnie? - spytał na co ja kiwnęłam twierdząco głową.
- Mamo idę do chłopaków! - krzyknęłam.
- Tylko zaraz wróć razem z Lily!
- Okej. - rzuciłam i wyszliśmy z Harry'm.
- Lily jest na górze z Niall'em. - oznajmił loczek gdy weszliśmy do ich domu.
- To ja idę po nich. - wspięłam się po schodach do pokoju Niall'a. Otworzyłam drzwi i stanęłam jak wryta. - O mój boże! - krzyknęłam odwracając się. Blondyn szybko zasłonił Lily swoim ciałem. - Już mnie nie ma. Przepraszam. - wyszłam z pokoju Niall'a i zeszłam na dół. - Matko! Fuj! Ohyda! - weszłam do salonu gdzie siedział już Harry.
- Co jest? - spytał, ale widać było po nim, że zaraz wybuchnie śmiechem.
- No oni... No ten... Ugh nie każ mi tego mówić. Domyśl się! - warknęłam siadając obok loczka.
- Hahahah. Ty uważasz, że sex jest fuj i ohydny?! - wziął mnie na kolana.
- Tak. - mruknęłam.
- Skarbie pokazałbym Ci jak bardzo się mylisz, ale wiem, że nie jesteś gotowa. - oznajmił.
- Dziękuje. - wtuliłam się w niego. - Jak będę gotowa to dam Ci znać. - szepnęłam przygryzając płatek jego ucha.
- Idziemy na górę obejrzeć jakiś film? - zmienił temat. Pokiwałam głową na znak, że się zgadzam i poszliśmy do niego do pokoju.
- Harry dasz mi coś do spania?
- Jasne. Łap. - rzucił mi swoje bokserki i jakąś bluzkę.
- Dzięki. - rzuciłam wychodząc z pokoju do łazienki. Lily z Niall'em bawili się na całego, bo słychać było ich aż na dole. Napisałam mamie sms'a, że razem z Lily zostajemy na nocy filmowej u chłopaków i wskoczyłam pod prysznic. Dziesięć minut później wyszłam spod prysznica i dokładnie się wysuszyłam. Założyłam bokserki i bluzkę Harry'ego. Dopiero teraz zauważyłam co było na niej napisane. Widniał na niej napis 'Fuck Me'. Zaśmiałam się pod nosem i poszłam z powrotem do pokoju loczka.
- Z przyjemnością. - powiedział gdy weszłam do pokoju. Na początku nie wiedziałam o co mu chodzi.
- Zrobiłeś to celowo. - zmarszczyłam brwi.
- Może. - zaśmiał się. Wspięłam się na łóżko i czekałam aż Harry położy się obok mnie. Nie musiałam długo czekać. Wtuliłam się w tors chłopaka.
- Harry? - spytałam.
- Hm?
- Kochasz mnie?
- Co to za pytanie? Oczywiście, że tak.
- To dlaczego mi nie ufasz?!
- Aly ufam Ci. - podniósł się na łokciach. - Tylko chodzi o to, że jestem zazdrosny, a tylko dlatego, że Taylor mnie zdradziła.
- Harry ja Ci takiego czegoś nigdy nie zrobię, bo Cię kocham. - oznajmiłam i wtuliłam się w tors chłopaka.
- Ja Ciebie też kocham. - rzucił. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.

Takie małe ogłoszenie! Jest mi bardzo smutno :( Gdyż pod 21 rozdziałem nie ma ani jednego komentarza :'( Ciekawe ile pod tym będzie?

niedziela, 4 sierpnia 2013

Rozdział 21

- No, bo widzisz. - zawahałam się. - Chodzi o to, że nie lubię swojego imienia. Nie lubię go dlatego, że wybrał go mój ojciec. To znaczy nasz ojciec. Wiem, że on nazwał mnie tak po jakieś swojej byłej. - powiedziałam patrząc w podłogę.
- Moja mama nazywała się Alien. - powiedział prawie niesłyszalnie.
- Co?!
- Moja mama miała tak na imię jak Ty. - popatrzył na mnie.
- Jak to miała? - spytałam zdziwiona. - Czy ona?
- Tak ona zmarła. - odpowiedział z wielkim trudem.
- Luke tak mi przykro. - powiedziałam i przytuliłam bruneta.
- Nic się nie stało. W sumie to skąd mogłaś wiedzieć. - uśmiechnął się. Odwzajemniłam uśmiech.
- Luke nie zrozum mnie źle. Widzisz nie chcę być kojarzona przez naszego ojca tylko po imieniu jego byłej. - powiedziałam ze smutkiem.
- Rozumiem Cię. W sumie to ja też bym nie chciał.
- Aly chłopaki zaraz przyjadą! - do salonu wpadła Lily.
- Luke poznaj moją przyjaciółkę Lily. Lily poznaj mojego brata Luke'a. - przedstawiłam ich.
- Cześć. - Lily wyciągnęła niepewnie rękę do mojego brata.
- Lily nie bój się on nie gryzie! - zaśmiałam się.
- Robi się już późno więc będę się zbierał. - rzucił ciemnowłosy.
- Odprowadzę Cię. - powiedziałam i poszłam ubrać kurtkę oraz buty. - O cześć chłopaki. - rzuciłam w stronę Niall'a i Harry'ego gdy wyszliśmy z Luke'iem na dwór.
- Yyyyy Aly? - Harry.
- Hazz później Ci to wytłumaczę. - oznajmiłam. - Niall, Lily już ne Ciebie czeka. - dodałam po chwili. Harry niepewnie wszedł do mojego domu. Po pół godzinie byliśmy pod domem babci mojego brata.
- To tu. - oznajmił. - Wejdziesz? - zapytał po chwili ciszy.
- Z chęcią, ale czekają na mnie. Może innym razem. - uśmiechnęłam się.
- Okey. - odwzajemnił uśmiech. - Nie wiedziałem, że jesteś z Harry'm. Z jednym z najsławniejszych osób na świecie. - powiedział zdziwiony.
- To teraz już wiesz. - zaśmiałam się. - Dobra to ja idę. - oznajmiłam.
- Czekaj! - złapał mnie za ramię. - Podaj mi Twój numer. Chyba, że nie chcesz się już więcej ze mną spotkać.
- Jasne, że chcę. - odpowiedziałam i podałam mu ciąg cyfr. - To do zobaczenia. - pomachałam mu i poszłam w stronę domu. Szłam ciemnymi ulicami Londynu. Nie dość, że się ściemniało to jeszcze robiło się coraz chłodniej, a ja miałam na sobie samą bokserkę.
- Hej kochanie! - usłyszałam zachrypnięty głos. Odwróciłam się i zobaczyłam śmiejącego się Harry'ego.
- Ty głupku! Chcesz, żebym na zawał zeszła! - widziałam, że miał jakieś torby z zakupami. Wzięłam od niego jedną. - Co tu robisz? - spytałam go po chwili.
- Twoja mama wysłała mnie na zakupy. Ty dopiero teraz wracasz?
- No tak. Dom babci Luke'a jest trochę daleko.
- Tak jasne. - powiedział sarkastycznie.
- Czy Ty coś sugerujesz? - spytałam.
- Nie, nic. - znów sarkazm.
- Wiesz co Styles! Wal się! Luke to mój brat tępy ciulu! - wyrwałam mu siatki z zakupami i poszłam szybkim krokiem do domu. Harry stał w tym samym miejscu. Widocznie był zszokowany, ale mnie to nie obchodziło. Jak ten kretyn mógł pomyśleć, że go zdradzam? Jeszcze z własnym bratem! No tak. Trzeba być debilem tak jak Styles by tak pomyśleć. No, ale cóż. Odwróciłam się na chwilę i zobaczyłam, że ten pajac idzie za mną więc jeszcze bardziej przyspieszyłam kroku. Nagle zaczął dzwonić mój telefon.
- Czego?! - rzuciłam przez zaciśnięte zęby.
- Aly poczekaj na mnie!
- Wal się Styles i nie idź za mną! - rozłączyłam się. Do domu był jeszcze kawałek, a on zaczął mnie doganiać. Durna zaczęłam biec z tymi reklamówkami.

sobota, 3 sierpnia 2013

Rozdział 20

- Że co proszę? - spytałam chłopaka.
- To co usłyszałaś. Jestem Twoim bratem. - odpowiedział brunet.
- To są chyba jakieś żarty. Wiem, że mam jakieś zasrane rodzeństwo, ale oni są młodsi ode mnie, a nie starsi!
- No to chyba jesteś niedoinformowana.
- Z jakiej paki Ty jesteś moim bratem!
- Co tu się dzieję? - spytała moja mama.
- Ten tutaj twierdzi, że jest moim bratem!
- A więc to prawda. - powiedziała pod nosem moja mama. - Wejdź. - zaprosiła chłopaka. - Usiądź. - wskazała na kanapę. - Ty Aly również.
- No słucham. - oznajmiłam.
- Przed tym jak byłam z Twoim ojcem on miał inną. Wiedziałam, że Twoja matka jest w ciąży, ale zapewniała, że ją usunie. Przed rozstaniem z Mark'iem wpadłam na Twoją matkę i na Ciebie. Byłeś wtedy tak cholernie do niego podobny, że od razu domyśliłam się, że Twoja mama nie usunęła ciąży. Teraz mam pewność. - powiedziała moja rodzicielka.
- Nie wierzę! Ja w to kurwa nie wierzę! Ty nie możesz być moim bratem! - rzuciłam i wybiegłam z pokoju. Zaraz za mną przybiegła moja mama.
- Alien co to miało być?! - zaczęła krzyczeć.
- Moje życie jest do dupy! - zaczęłam płakać.
- Aly nie mów tak. - przytuliła mnie i zaczęłam płakać w jej ramię.
- Przepraszam. - rzuciłam.
- To nie mnie powinnaś przepraszać tylko Luke'a. Chodź na dół. - oznajmiła i zeszłyśmy na dół.
- Ej Ty słuchaj! - powiedziałam gdy weszłam do salonu. Spojrzałam na mamę, a ta zmroziła mnie wzrokiem. - To znaczy. Luke posłuchaj. - moja mama pokiwała głową. - Chciałabym Cię przeprosić. - oznajmiłam.
- Nie no spoko. - uśmiechnął się. - Zacznijmy od nowa. - wyciągnął rękę. - Jestem Luke. Twój brat. - zaśmiałam się i podałam mu rękę.
- Jestem Aly. - chyba zaczynam go lubić.
- To Wy się poznajcie lepiej, a ja zrobię Wam coś do picia. - rzuciła moja rodzicielka na co ja pokiwałam twierdząco głową.
- Siadaj. - wskazałam na miejsce obok. Chłopak wykonał moje polecenie. - Skąd jesteś i ile masz lat? - spytałam.
- Jestem z Dublinu, jednak mieszkam we Włoszech. Mam 19 lat. - odpowiedział patrząc się na mnie. - To teraz Ty powiedz skąd jesteś i ile masz lat.
- Też jestem z Dublinu, ale często się przeprowadzam. Teraz mam nadzieję, że nie wyprowadzę się z Londynu. - rzuciłam. - Jak na razie to mam 17 lat. Za tydzień będzie okrągłe 18. - zaśmiałam się. - Powiedz mi jak nas znalazłeś? - zapytałam.
- Wiedziałem, że mieszkacie w Dublinie. Poszperałem trochę i znalazłem dom, w którym mieszkałaś ze swoją mamą. Pojechałem tam i ten koleś mi powiedział, że wyprowadziliście się do Londynu. Podał mi Wasz adres. - odpowiedział.
- Przyleciałeś z Włoch do Dublinu, z Dublinu do Londynu i teraz pewnie nie masz gdzie nocować?
- Nie martw się. Mam tu babcię niedaleko więc u niej będę.
- Dalej do mnie to nie dochodzi, że mam brata i w dodatku starszego od siebie. Zawsze chciałam mieć starszego brata. - oznajmiłam.
- No co Ty? Ja zawsze chciałem mieć młodszą siostrę by ją bronić przed innymi. - zaśmiał się. - Tak chciałem Cię jeszcze o coś zapytać. - zaczął.
- Słucham?
- Nie wiesz może gdzie mieszka ojciec?
- Wiem, że mieszka tutaj w Londynie. Jednak gdzie to nie chcę wiedzieć.
- W sumie to ja też nie chcę. - zgodził się ze mną chłopak. - Powiedz mi dlaczego nie lubisz swojego imienia. - spytał po chwili ciszy.
- W jakim sensie?
- No, bo jak powiedziałem Alien to Ty poprawiłaś mnie na Aly.

Luke




Taki mały spam :) Zapraszam na mojego drugiego bloga :) Mam nadzieję, że jeszcze dzisiaj powinien pojawić się tam prolog. http://mrs-horan-xd.blogspot.com/

czwartek, 1 sierpnia 2013

Rozdział 19

Obudziły mnie czułe pocałunki w szyję. Otworzyłam lekko oczy i zobaczyłam Harry'ego.
- Ha-Harry? - wymamrotałam.
- Mhm. - odparł chłopak dalej mnie całując.
- Harry?! - szybko podniosłam się na łokciach.
- Czemu się tak wystraszyłaś? - spytał przerażony.
- Jak Ty się tu dostałeś? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
- Spokojnie przecież się nie włamałem. - zaśmiał się. - Lily mnie wpuściła. - wytłumaczył.
- A. To przepraszam. - odpowiedziałam smutna.
- Słońce nie przepraszaj. - podniósł mój podbródek. - To ja powinienem Cię przeprosić. - musnął moje usta.
- Kocham Cię Harry. - wtuliłam się w loczka.
- Ja Ciebie też księżniczko. - otulił mnie swoim ramieniem.
- A Lily jest na dole z Niall'em? - spytałam po chwili ciszy.
- Tak. Zachowują się skandalicznie. - zażartował.
- Czemu? Bo się obściskują? - loczek skinął potwierdzająco głową. - Harry nie zapominaj, że my się tak samo zachowujemy. - rzuciłam.
- Wcale, że nie. - powiedział to jak małe dziecko.
- Dobra idę pod prysznic. - oznajmiłam.
- Mogę z Tobą? - zrobił minę proszącego szczeniaczka.
- Styles! - warknęłam.
- Żartowałem! - krzyknął za mną gdy wyszłam z pokoju. Wzięłam szybki prysznic i ubrana w to http://www.ubiore.pl/style/139801/. Wróciłam z powrotem do pokoju.
- Jak zawsze piękna. - oznajmił loczek i przytulił się do mnie.
- No już się nie podlizuj. - zaśmiałam się i pocałowałam go. Chłopak pogłębił pocałunek.
- Idziemy na dół? - spytał gdy się od siebie odsunęliśmy.
- Okey. - rzuciłam i poszliśmy. Tak jak myślałam. Lily wraz z Niall'em miziali się na kanapie.
- Wróciłam! - krzyknęła moja mama na co przyjaciółka z blondynem szybko się od siebie odsunęli.
- Na noc się wraca. - zażartowałam gdy mama weszła do salonu.
- Wybacz. - uśmiechnęła się.
- Jak tam randka? - zaczęłam wypytywać.
- A dobrze.
- Dobrze?! Kiedy go poznam?
- Jak na razie się na to nie zapowiada.
- No mamo!
- Nie chcę zapeszać!
- No okey. - powiedziałam ze smutną miną.
- Dziewczyny my musimy iść na próbę. - powiedział Harry.
- To idźcie. - rzuciłam w stronę chłopaka i pocałowałam go. Usiadłam na kanapie obok Lily. Moja mama poszła na górę. Chyba poszła wziąć prysznic. Po 30 minutach usłyszałam dzwonek do drzwi. Poszłam otworzyć. W drzwiach stanął ciemnowłosy chłopak o miodowych oczach.
- Słucham?
- Ty jesteś Alien Jackson?
- Nie, jestem Aly Jackson. - poprawiłam. - A Ty to kto?
- Jestem Luke. Twój brat. - co? Czy ja dobrze usłyszałam?