*** oczami Harry'ego ***
Tak bardzo źle się czułem z tym jak potraktowałem Aly. Postanowiłem, że wrócę do domu. Mam nadzieję, że Aly będzie chciała ze mną rozmawiać. Po kilku minutach byłem już w domu. Wszędzie było ciemno tylko w salonie paliło się światło. Wszedłem do domu, ściągnąłem kurtkę oraz buty i udałem się do salonu. Wchodząc zauważyłem śpiącą Aly. Podeszłem bliżej. Miała spuchnięte oczy od płaczu. Co ja najlepszego zrobiłem? Obiecałem sobie, że nie pozwolę by płakała przeze mnie. Wziąłem ją na ręce i zaniosłem do pokoju. Ułożyłem ją wygodnie na łóżku i przykryłem kołdrą. Sam wyszedłem z pokoju i położyłem się spać w salonie.
***
Obudziły mnie ciche dreptanie. Przetarłem oczy i ujrzałem drobną blondynkę.
- Aly. - usiadłem szybko. Nic nie powiedziała tylko przybiegła do mnie siadając mi na kolanach i mocno się we mnie wtuliła.
- Harry... J-Ja przepraszam. - pociągnęła nosem.
- Nie słońce, nie przepraszaj. To ja powinienem Cię przepraszać. Wybacz mi. - wtuliłem się w jej włosy.
- Powinnam Ci już dawno o tym powiedzieć. Hazz j-ja j-jestem w c-ciąży. - wyjąkała.
- Co? - spytałem zszokowany. - Dlaczego wcześniej mi o tym nie powiedziałaś? - popatrzyłem w jej oczy.
- Bałam się. - szepnęła.
- Czego? - wytarłem łzy spływające po jej policzku.
- Bałam się, że jak znowu stracę dziecko to mnie zostawisz. - rozpłakała się. Przytuliłem ją. Matko co ja najlepszego zrobiłem?
- Aly nigdy bym Ci tego nie zrobił. Źle wtedy zrobiłem, że tak zareagowałem. Nie powinienem. Do dzisiaj tego żałuje. Nawet nie wiesz jak bardzo Cię kocham i zrobię wszystko abyś Ty i nasze dziecko czuliście się szczęśliwi.
- Hazz kocham Cię. - pociągnęła nosem.
- Ja Ciebie też. - pocałowałem ją.
*** kilka tygodni później ***
- Możesz pocałować pannę młodą. - oznajmił kapłan. Popatrzyłem na Aly. Uśmiechnęła się do mnie. Przysunąłem się do niej i pocałowałem ją. Wszyscy zaczęli bić nam brawo. Gdy wyszliśmy przed kościół wszyscy podchodzili do nas i nam gratulowali. Po nie długiej chwili goście pojechali do sali gdzie miała być impreza. Razem z Aly wsiedliśmy do mojego samochodu i najpierw pojechaliśmy do domu.
- Słonko co się dzieje? - spytałem, gdy byliśmy w domu.
- Nic. - uśmiechnęła się.
- Przecież widzę. - objąłem ją w talii.
- Boję się.
- Czego?
- Że się zmienisz, że mnie kiedyś opuścisz.
- Nigdy Ci tego nie zrobię. Kocham Cię i obiecuję się zająć Tobą i naszymi dziećmi.
- Kocham Cię nad życie. - powiedziała.
- A ja jeszcze bardziej. - wpiłem się w jej usta. Tym razem obiecuję, że jej nie zostawię.
********* KONIEC *********
Dziękuje, że wytrwaliście do końca :')
Jeśli chcecie nowe opowiadanie to czekajcie na informacje :D ~ Kika