poniedziałek, 29 lipca 2013

Rozdział 16

- Lily idziesz się przejść? - zwróciłam się w stronę przyjaciółki.
- Nie. - oznajmiła.
- Trudno, to ja idę sama. - rzuciłam.
- Ja z Tobą pójdę. - zaproponował Harry.
- Nie! Sama pójdę. - warknęłam. Szłam wolno plażą. Przyglądałam się wesołym dzieciom i ich rodzicom. Kilka łez spłynęło po moim policzku.
- Dlaczego nie może być tak jak dawniej? - zapytałam sama siebie. Kilka łez spłynęło po moich policzkach. Wtedy zobaczyłam jego. Tego dupka co zostawił mnie i mamę. Jak gdyby nigdy nic, bawi się ze swoim 'nowym' dzieckiem. No tak w końcu ja mu się znudziłam. Szłam dalej plażą, ale tym razem spuściłam głowę na dół, tak aby mnie nie poznał.
- Alien! Dziecko! - nie, nie, nie. Czy on to powiedział do mnie? Zaczęłam się rozglądać i on szedł w moją stronę. - Alien zaczekaj! - krzyknął gdy zaczęłam biec.

*** oczami Harry'ego ***
Aly nie było już od dobrej godziny. Zaczynałem się martwić. Zresztą tak jak wszyscy.
- Może do niej zadzwonimy? - zaproponował Liam. Wziąłem telefon i zadzwoniłem do niej.
- Harry nie dzwoń. Zostawiła swój telefon. - oznajmiła Lily.
- Zajebiście! I co my teraz zrobimy? - zacząłem panikować.
- Harry uspokój się. - Liam.
- Jak mam się uspokoić jak nie ma Aly!
- Słuchaj Ty jedź razem z Lily i Niall'em do jej domu. Może po prostu tam poszła.
- Aly masz klucze? - zwróciłem się do blondynki. Ta tylko skinęła potwierdzająco głową. Po 15 minutach byliśmy pod jej domem. Wybiegłem z auta i skierowałem się w stronę drzwi.
- Harry uspokój się. - powiedział Niall.
- Lily szybko, proszę Cię.
- Już, już. - oznajmiła blondynka i otworzyła drzwi. Szybko pobiegłem do pokoju Aly. Nie pukając wszedłem do środka.
- Aly! Skarbie! - moja myszka leżała skulona na łóżku i płakała. Mocno ją przytuliłem.
- Ha-Harry? C-Co Wy tu robicie? - wyjąkała.
- Wiesz jakiego nam strachu narobiłaś! - krzyknęła Lily.
- J-Ja przepraszam.
- To przeze mnie tu uciekłaś? Prawda? - zapytałem unosząc jej podbródek tak aby patrzyła mi w oczy.
- Nie Harry. To nie przez Ciebie. - znowu uroniła kilka łez.
- Skarbie nie płacz. Co się stało?
- Znowu go widziałam. Znowu chciał ze mną rozmawiać.
- Twój ojciec?
- Tak. - zaczęła szlochać. - Jak gdyby nigdy nic był na plaży ze swoją 'nową' żoną i dzieckiem. Mnie nigdy nie zabrał na plażę czy do wesołego miasteczka. Nagle teraz gdy mnie zobaczył po takim czasie, to sobie o mnie przypomniał.
- Słońce. Nie warto przejmować się jakimś dupkiem.
- Łatwo Ci mówić.
- Nie płacz już. - mocno ją przytuliłem.
- Harreh?
- Mhm.
- Przepraszam Cię za tamto na plaży.
- Nie, to ja przepraszam. - pocałowałem ją w czubek nosa.
- Kocham Cię.
- Ja Ciebie tez. - pocałowałem ją. Ten pocałunek był inny niż wszystkie. Jakby to ująć. Pełen miłości. Kocham Aly z całego serca i mam nadzieję, że ona kocha mnie tak samo. Bo wiem, że ona jest tą jedyną.

4 komentarze: